iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Lęk przed sukcesem

Przeszkodą, na drodze kobiet do wysokich i prestiżowych stanowisk często jest lęk przed sukcesem, który wynika z obawy przed możliwymi, negatywnymi konsekwencjami awansu zawodowego. Paradoksalnie myśl o własnym zawodowym sukcesie może nieść ze sobą nie tylko przyjemne doznania i skojarzenia, ale także niepokój i obawy. Pragnienie zrobienia kariery uznawane jest za cechę męską, toteż kobiety, które odczuwają takie pragnienia, mogą obawiać się braku akceptacji płci przeciwnej i uznania ich za „niekobiece” (patrz mój wpis Samotność kobiety sukcesu). Trzeba zauważyć, że kobieta która dotarła na szczyt na ogół reprezentuje wiele cech uważanych za typowo męskie, takich jak: ambicja, pewność siebie, agresywność i przedsiębiorczość. Silny, negatywny stosunek otoczenia do sukcesów takich kobiet często gasi ich zapał i zaangażowanie w zdobycie wysokiej pozycji w strukturze firmy. Odmienne oczekiwania w stosunku do każdej płci, powodują, iż pragnienia, marzenia i motywacja osiągnięć u kobiet wciąż ustępują pragnieniu pozostania stereotypowo kobiecą.

Lęk przed sukcesem przybiera często formę sabotowania własnej kariery poprzez podejmowanie niekorzystnych dla niej decyzji i prezentowanie zachowań utrudniających lub nawet uniemożliwiających awans zawodowy, takich jak unikanie wszelkiego koniecznego ryzyka oraz wyzwań, nieumiejętność skutecznej rywalizacji, nadmierna ustępliwość, umniejszanie własnych dokonań, przyjmowanie na siebie żmudnych i czasochłonnych, ale z punktu widzenia firmy mało istotnych i mało prestiżowych zadań, częste zwolnienia i przerwy w pracy spowodowane opieką nad dzieckiem, wybieranie zawodów nie dających zbyt wielkiej szansy na rozwój lub słabo płatnych, za to dających się pogodzić z rodzinnymi obowiązkami.

Walce o sukces i zawodowe spełnienie nie sprzyja także głęboko zakorzeniona w naszym społeczeństwie nieufność i zazdrość w stosunku do osób, którym się powiodło oraz przeciwstawianie materialnych aspektów życia jego stronie duchowej (dylemat: mieć czy być) oraz gloryfikacja ubóstwa jako wzoru prawego życia. Kolejną przeszkodą jest przeświadczenie, że aby odnieść sukces trzeba być niejako od urodzenia „wybranym”, „namaszczonym”, „wyjątkowym”, zapomina się przy tym, że za niemalże każdym sukcesem stoi po prostu ciężka praca. Te wszystkie elementy stanowią swoisty szklany sufit czyli barię jaka stoi na drodze kobiet do objęcia najwyższych stanowisk w firmie. Pozytywne jest to, iż wiele z elementów szklanego sufitu tkwi w mentalności i sposobie myślenia samych kobiet, a zatem usuniecie wielu z nich leży po naszej stronie i zależy od nas samych.

Komentarze (3)
Kura domowa z potrzeby serca

Jak podaje Wikipedia kura domowa (Gallus gallus domesticus) to hodowany na całym świecie ptak z rodziny kurowatych, który nie występuje w  środowisku naturalnym. Tak nazywa się również kobiety, które dobrowolnie lub nie zrezygnowały z pracy zawodowej, aby zająć się dziećmi i domem.

Stereotyp kury domowej, a więc fałszywy i uproszczony obraz "kobiety domowej" obejmuje, spotykane czasem w komediach, reklamach, na plakatach, wyobrażenie Pani Domu jako osoby:

  • o ograniczonych horyzontach,
  • wiecznie rozmemłanej,
  • w wałkach lub papilotach,
  • oglądającej opery mydlane i im podobne seriale,
  • czytającej jedynie przepisy kucharskie,
  • ogarniętej obsesją czystości,
  • takiej, której zainteresowania skupiają się wokół domu i rodziny,
  • czyli zainteresowanej głównie praniem, prasowaniem sprzątaniem i gotowaniem,
  • która nie ma wykształcenia,
  • ani też niespecjalnie coś umie,
  • żyjącej przede wszystkim sprawami męża i dzieci, a nie własnymi,
  • pozbawionej aspiracji, ambicji, planów i marzeń.

Oczywiście przeważająca większość tzw. "kur domowych" jest lepiej wykształcona niż ma to miejsce w męskiej populacji, a nie jedna z nich może pochwalić się doktoratem. Nic nie szkodzi, stereotyp ma się dobrze. Nie wiem, być może stereotyp kury domowej (razem ze stereotypem atrakcyjnej acz nierozgarniętej blondynki) daje mężczyznom tak potrzebne im dzisiaj - w dobie rosnącej konkurencji ze świetnie wykształconymi i pracowitymi kobietami - poczucie bezpieczeństwa. Więcej o stereotypie kury domowej i o innych stereotypach dotyczących kobiet napiszę już wkrótce.

Czy jednak istnieją jakieś podstawy, aby powiedzieć, że „kura domowa” to kobieta o ograniczonych aspiracjach i horyzontach? A może to po prostu kobieta, która nie chce powierzyć opieki nad małymi dziećmi obcym osobom, kobieta która uważa, że wychowanie dzieci jest ważne i która czuje się w tej kwestii po prostu najbardziej kompetentna, wiedząc, że czego jak czego, ale miłości opiekunka na godziny na pewno im nie zapewni?

Jak jest naprawdę? Kim są kobiety, które nie chcą lub nie mogą łączyć pracy zawodowej z wychowywaniem dzieci? Czy nie mają kwalifikacji i wykształcenia? Czy realizowanie się w domu to dla nich powód do frustracji? A może niektóre kobiety mają po prostu inne priorytety? Kura domowa czyli matka pozostająca w domu z dziećmi to kobieta ulegająca presji społecznej, jak czasem się twierdzi, wypełniająca jedynie rolę narzuconą jej kulturowo czy też ktoś kto robi to z przekonaniem co do wartości swojego wyboru i z potrzeby serca?

W sporach o miejsce kobiet we współczesnej Polsce, pojawia się ostro zarysowany, jasny i klarowny podział na te kobiety, które stawiają rodzinę na pierwszym miejscu i wybierają dobro dzieci zamiast kariery oraz na te, które są egoistkami, bo idą do pracy. Ewentualnie w odwrotnej wersji: na te, które są mądre, wykształcone, wyzwolone i nowoczesne, bo cały czas pracują, pomimo bycia matkami oraz te które są zacofane i ograniczone, bo zostały w domu. Jeden czy drugi podział, wśród innych błędnych przekonań, zakłada między innymi, że kobieta, z chwilą stania się matką ma rzeczywisty wybór pomiędzy światem domowym a zawodowym, to znaczy: może pracować i wychowywać dziecko albo oddać się wyłącznie celebrowaniu macierzyństwa.

Jest to kolejny ze świetnie funkcjonujących mitów. Większość kobiet nie ma w tej kwestii możliwości dokonania wyboru. Kobiety często wolałyby pozostać w domu z dziećmi, ale z przyczyn ekonomicznych muszą pracować, albo też dla odmiany chcą po urodzeniu dziecka powrócić na ścieżkę zawodową, a nawet awansować, ale zderzają się na swojej drodze ze „szklanym sufitem” lub są całkowicie wypychane z rynku pracy. Zdarza się też, że do pozostania w domu, wbrew zamierzeniom, zmuszają je często chorujące dzieci, niedostępność miejsc w żłobkach i przedszkolach, nadmiernie wydłużony dzień pracy, spowodowane miejskimi korkami trudności z dojazdem do miejsca pracy i powrotem, brak wystarczającego wsparcia aspiracji zawodowych kobiety ze strony ojca ich wspólnych dzieci oraz brak sprawiedliwego podziału obowiązków w domu.

Fakty są takie, że w tylko nieliczne z nas mogą dokonać własnego wyboru modelu macierzyństwa i kariery. Za pozostałe najczęściej wybiera życie. Zatem oskarżenia kierowane pod adresem różnych kobiet, a to o egoizm, który każe im pracować zamiast być w domu, a to o ograniczone horyzonty, jeśli wolą więcej czasu spędzać z dziećmi, są co najmniej nie na miejscu. A równoległe istnienie obu przeciwstawnych ocen kobiet i zasady ich podziału na te dobre i na te złe wskazuje, że w tej materii mamy do czynienia z uproszczonym, krzywdzącym wiele kobiet schematem i emocjonalnym osądem, a nie z diagnozą, która może zbliżyć nas w jakikolwiek sposób do lepszego rozumienia rzeczywistości.

Dajmy kobietom, a najlepiej obojgu rodzicom, możliwość realnego wyboru priorytetów oraz najbardziej im odpowiadającego sposobu realizacji osobistego potencjału w pracy i w domu.

Komentarze (3)